Blog > Komentarze do wpisu

Wysokie loty Orłów

orzeł

Porażka nie przynosi hańby. Zwłaszcza poniesiona po zaciętej walce. Ale porażka nieprzeanalizowana, pozostawiona sama sobie, bez wyciągnięcia należytych wniosków na przyszłość już powodem do chluby nie jest. Świadomi starej prawdy działacze Benfiki przystąpili zatem do okna transferowego podwójnie zmobilizowani. Wszystko po to, by z rąk FC Porto odbić tytuł mistrzowski, który Smoki w sezonie 2010/2011 wywalczyły w cuglach. Tym razem karta ma się odwrócić. To Porto, osłabione odejściem trenera Andre Villasa-Boasa oraz super-strzelca Radamela Falcao, powinno oglądać plecy lizbońskich Orłów. Aby tak się stało na Estadio da Luz poczyniono naprawdę wiele.

Sezon 2009/2010 był w wykonaniu Benfiki popisowy. Przejęty – w schedzie po Quique Floresie – i przebudowany przez Jorge Jesusa zespół zdominował rozgrywki Liga Sagres. Mieszanka młodości i polotu Di Marii, Ramiresa i Davida Luiza, warsztatu Javi’ego Garcii i doświadczenia oraz klasy Aimara, Cardozo, Martinsa czy Savioli zaprocentowała nie tylko widowiskową grą, ale i konsekwencją w defensywie, a te przełożyły się na sukces. Niestety zjawiskowa dyspozycja filarów zespołu szybko przekuła się na zainteresowanie ich osobami ze strony potęg. Gdy okazało się, że Di Marię zwerbował Real Madryt, Ramires i David Luiz wylądowali w Chelsea, a Aimar po raz kolejny podupadł na zdrowiu, sytuacja odwróciła się jak w kalejdoskopie. Uzupełnienia składu, choć przemyślane, nie gwarantowały utrzymania dotychczasowej jakości. Bo co pod bramką przeciwnika wypracowali Nicolas Gaitan i Eduardo Salvio wsparci Javierem Saviolą, niweczyli na własnej połowie gapowaci stoperzy Zoro i Sidnei oraz mający problemy z koncentracją bramkarz Roberto. Nic dziwnego, że tak rozkalibrowany zespół nie miał szans w starciu z perfekcyjnie pracującą maszynerią FC Porto, które zakończyło sezon bez żadnej ligowej porażki.

Przed rozgrywkami 2011/2012 sytuacja znów się powtórzyła. Jednakże teraz to Porto stało się ofiarą własnego sukcesu. Najpierw Estadio do Dragao opuścił Villas-Boas, zaraz za nim z Portugalią pożegnał się Falcao. Transfery do klubu były, a jakże. Niewiadomo jednak, czy niedoświadczony trener Vitor Pereira będzie w stanie wkomponować nowe elementy do układanki. Przyjmując terminologię z padoku F1, podczas gdy Smoki szykują się do startu z alei serwisowej, Benfika rusza z pole position. Z piskiem opon!

Wszystko to dzięki przemyślanej współpracy trenera Jesusa i dyrektora sportowego Rui Costy, którzy owocnie przepracowali letni okres przygotowawczy. Oczywiście, jak zwykle w przypadku Benfiki, nie obyło się bez strat. Za trzydzieści milionów euro nowego pracodawcę na Estadio Santiago Benabeu znalazł Fabio Coentrao.Choć lewy obrońca był ważnym graczem w koncepcji szkoleniowca, za pozyskane z jego transferu pieniądze udało się znaleźć nie tylko jego zastępcę, ale również poważnie wzmocnić zespół na innych pozycjach. Nikt nie będzie również wylewał krokodylich łez z powodu odejścia Nuno Gomesa. Legenda portugalskiej piłki w minionym sezonie już tylko statystowała. Kibicom Benfiki szkoda tylko wypożyczonego do Granady Carlosa Martinsa. Ale i zadziornego pomocnika będzie miał kto zastąpić.

Tego lata w Lizbonie stawili się zawodnicy młodzi i dobrze rokujący, ale z niewykorzystanym dotąd potencjałem, bądź doświadczeni, przy których ogłady nabierać będzie młodzież. Fajtłapowatego Roberto między słupkami bramki zastąpił Eduardo. Portugalczyk został wypożyczony z CFC Genoa gdzie nie mógł być pewny czy wygra rywalizację z Sebastienem Frey'em. Wydatnym wzmocnieniem obrony ma okazać się dwuosobowy zaciąg z Primera Division - Joan Capdevila i Ezequiel Garay, a i Emerson Conceicao sprowadzony z Lille gwarantuje określoną jakość na lewym boku defensywy.

Alternatywę dla ciągle rześkiego Pablo Aimara ma stanowić sprowadzony z Estudiantes La Plata, uczeń samego Juana Sebastiana Verona, Enzo Perez. W przypadku gdyby jakimś cudem zawiódł do dyspozycji Jorge Jesusa będzie Axel Witsel. Kojarzony w Polsce wyłącznie z przykrego incydentu z udziałem Marcina Wasilewskiego, Witsel jest w rzeczywistości bardzo mobilnym pomocnikiem, który lubi szukać wolnego placu na boisku, a że nie kalkuluje i nie odstawia nogi, powinien sprawdzić się w roli zastępcy Martinsa. Wartością dodaną do owej dwójki powinien być Nemanja Matić. Wysoki Serb trafił do Benfiki z Chelsea via Vitesse Arnhem, jako część rozliczenia za transfer Davida Luiza. Może grać na środku, ale równie solidnie radzi sobie przy lewej linii boiska.

Prawdziwa perła czai się jednak w formacji ataku. To Manuel Agudo Duran, znany szerzej jako Nolito. Zawodnik ten był zawieszony pomiędzy drugim a pierwszym zespołem Barcelony. Zdaniem Pepa Guardioli nie przejawiał jednak wystarczających umiejętności by występować na co dzień obok Leo Messiego, Davida Villi czy Xavi'ego, więc z Camp Nou się go pozbyto. Jak dobrym wyczuciem przy jego angażu musiał kierować się Rui Costa niech poświadczą statystyki. Już jako "Orzeł z Lizbony" Nolito strzelił pięć goli w sześciu meczach. Wszystkie grając jako lewy pomocnik w systemie 1-4-1-3-2, czyli charakterystycznym dla Benfiki. Jeżeli Nolito uda się utrzymać skuteczność, a koledzy dołożą coś od siebie, mistrzostwo Portugalii 2012 musi trafić na Estadio da Luz.

czwartek, 01 września 2011, el_cabeso

Komentarze
Gość: noir, acyo165.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/08 12:03:52
Guardiola widzial Nolito w druzynie, chcial zeby ten zostal. To sam Nolito uznal, ze chce regularnej gry, a w Barcelonie na to niekoniecznie mogl liczyc.
El_cabeso
Follow El_cabeso on Twitter
Blogi Sportowe