|
Blog > Komentarze do wpisu
Dwie bramki, dwa światopoglądy
Na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Ale to tylko pozory. Obserwując rozwój ich karier nie można mieć wątpliwości, iż obaj dążą do tego samego celu. Obaj są młodzi, głodni gry i sukcesów oraz szalenie utalentowani. Obu z nich piłkarski świat odkrył na swoje potrzeby w aktualnie trwającym sezonie, po tym, jak w swoich klubach wygrali rywalizację o miejsce w składzie z nestorami bramkarskiego fachu. Mają świetne warunki fizyczne oraz wcale niezgorszy refleks. I właściwie na tym podobieństwa się kończą. Jeden jest Niemcem, drugi Hiszpanem i nigdy niedane było im się spotkać. Ale jest jeszcze jeden szczegół. Dekadę temu, gdy mieli odpowiednio dwanaście i trzynaście lat, jako wierni kibice swoich klubów z zapartym tchem śledzili przebieg finału Ligi Mistrzów pomiędzy Bayernem i Valencią. Wówczas raczej żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, że pewnego dnia stanie w miejscu bramkarskiej ikony i spróbuje zmierzyć się z jej legendą. Dziś Santiago Canizaresa w barwach Los Ches zastąpić próbuje Vicente Guaita, a Thomas Kraft zdobywa coraz pewniejszą pozycję w Bayernie. Klubie kojarzonym z Oliverem Kahnem. Droga Vicente Guaity do miejsca między słupkami bramki Nietoperzy rozpoczęła się, co prawda, w sezonie 2008-2009, gdy jako produkt autoramentu szkółki piłkarskiej Valencii został przesunięty do pierwszego zespołu, jednak na dobre zagościł w nim dopiero w rozgrywkach 2010-2011. Wówczas, na skutek urazów, podstawowego, acz sędziwego portero Cesara Sancheza oraz jego zmiennika Miguela Moyi, jedyną opcją, jaka pozostała trenerowi Unai Emery’emu był właśnie Guaita. Wchodząc do bramki zespołu rywalizującego w fazie grupowej Champions League oraz aspirującego by w przyszłym sezonie znaleźć się w niej po raz wtóry, młodzian dysponował po prawdzie tytułem najlepszego bramkarza drugiej ligi hiszpańskiej - przyznanym mu za występy na wypożyczeniu do Recreativo Huelva - jednak w mniemaniu kibiców był ciągle nieopierzonym dzieciakiem. Golkiperem, który niż boiskowego doświadczenia ciągle więcej ma mleka pod nosem. I na początku takie były wobec niego oczekiwania - miał wejść do bramki i nie dać sobie zaaplikować jakiegoś haniebnego babola, który zachwiałby jego pewnością siebie oraz harmonijnym rozwojem. Ale nie taki był plan Guaity. Nikt nie przypuszczał z resztą, że raz złapaną w rękawice szansę od razu przekuje na tytuł, bez przesady, najlepszego bramkarza w Hiszpanii. Ale i warunki by być najlepszym ma znakomite. 190 centymetrów wzrostu, skoczność i gibkość będące spuścizną po latach trenowania taekwondo oraz refleks, imponujący zasięg ramion i demoniczny wzrok predestynują go, nie tylko do bycia numerem ‘jeden’ w klubie, ale i w reprezentacji. Powołania Guaity do “La Seleccion” domagają się już z resztą kibice, którzy wywieszając na trybunach Estadio Mestalla transparenty nawołujące Vicente Del Bosque do sprawdzenia Vicente w kadrze, dają wyraz jego świetnej dyspozycji oraz zaufaniu, jakim go aktualnie darzą. Na publiczne uznanie Guiata musiał sobie jednak ciężko zapracować - co innego, że zrobił to także niebywale efektownie, a momentami nawet efekciarsko. Takie mecze, jak te z Realem Madryt na Estadio Santiago Bernabeu czy Manchesterem United na Old Trafford, gdzie niemal seriami wygarniał piłkę spod nóg Dimitara Berbatova, pozwoliły mu przeistoczyć się z wychowanka postawionego na bramce nieco z konieczności w jedno z najgorętszych nazwisk na rynku transferowym. Zaczęli o nim mówić najtężsi futbolowi eksperci na świecie, a sir Alex Ferguson zapragnął go mieć w swoim zespole. Ale papierkiem lakmusowym dla jego klasy okazał się być, jak na złość, ligowy mecz z Herculesem Alicante, który w odróżnieniu od potyczek z “Los Merengues” czy “Czerwonymi Diabłami” nie przyciągnął zbyt wielu postronnych widzów. Z dala od dziesiątek tysięcy oczu kibiców i fleszów wścibskich reporterów z całej Europy Guaita wykonał paradę, która być może okaże się najefektowniejszą w całym sezonie Primera Division. W normalnej sytuacji piłka zatrzepotałaby w siatce tuż obok, wyciągniętego jak struna, aczkolwiek bezskutecznie interweniującego bramkarza. Jednak tym razem było inaczej. Precyzyjnie uderzoną z narożnika pola karnego futbolówkę, która niechybnie zamierzała w kierunku prawego słupka bramki Valencii, Guaita wybił w locie lewą ręką w sposób tak ekwilibrystyczny, iż dla uznania wyczynu bramkarza rywali, siedzący w loży honorowej prezydent Herculesa aż złapał się za głowę. Najciekawszy jest fakt, iż wyśmienita forma młodego bramkarza nijak nie koreluje z jego zarobkami, gdyż Guaitę z Valencią wiąże wciąż na poły amatorski kontrakt. Nowa umowa ma być jednak zostać przedstawiona zawodnikowi w najbliższym czasie, a zarobki które będzie mu gwarantowała mają wywindować go w klubowej drabince płac przed połowę kolegów. O ile Guaita zdecyduje się ją podpisać. Nie jest bowiem tajemnicą poliszynela, że władze klubu, nawet pomimo rewelacyjnej postawy swojego wychowanka szukają nowego bramkarza, a blisko transferu do Valencii jest Diego Alves z Almerii. Hiszpan jednak jasno deklaruje swoje zamiary - chce być bramkarzem na lata, takim, jakim kiedyś był Santiago Canizares. Podobnie, ale nie identycznie maluje się sytuacja Thomasa Krafta. Po tym, gdy już udało mu się posadzić na ławce rezerwowych Hansa-Jorga Butta i wystąpić w kilku kolejnych spotkaniach Bundesligi, przyszedł czas i na jego “dzień konia“. Coming out talentu Krafta przypadł akurat na arcytrudne spotkanie w Lidze Mistrzów z Interem Mediolan i chrzest bojowy Niemiec zdał celująco. Jego interwencje, zwłaszcza te bazujące na refleksie, znamionowały najwyższą, światową klasę jednak nastroje towarzyszące Kraftowi już po meczu były dalekie od hurraoptymizmu. Wszystko przez kilka drobnych wpadek, jakie przytrafiły mu się na krajowym podwórku, przez co przylepiono mu łatkę bramkarza utalentowanego, ale nierównego, mającego wahania formy. A przecież w klubie takim jak Bayern trener oraz działacze nie mogą pozwolić sobie nawet na odrobinę ryzyka - wystarczy już, że linia obrońców pracuje, jak zegarowa bomba. Dlatego bramkarz musi być ostatnią instancją, człowiekiem, który mimo beztroskiej gry stoperów będzie wyłapywał wszystko to, co zmierza w stronę bramki Bawarczyków. A takim kimś nie jest w oczach zarządu Kraft. Dlatego w kontekście obsady bramki Bayernu coraz częściej przewija się nazwisko Manuela Neuera. Bezdyskusyjnie najlepszego golkipera w Bundeslidze i jednego z czołowych na świecie. W takiej sytuacji złudzeń nie pozostawia Kraft - “Jeśli Neuer przyjdzie, odejdę. Nie ma sensu bym tu zostawał”. niedziela, 27 lutego 2011, el_cabeso
Komentarze
Gość: Garrincha, ckv254.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/27 23:01:34
w Brazylii gra Victor.Niech on przyjedzie do Europy to pokaże Niemcom i reszcie.A co do tytułu bloga; gdzie coś o Garrinchy tutaj znajdę?
2011/02/28 13:16:20
O Garrinchy raczej tutaj niczego nie znajdziesz, choć gdzieś w pierwszych wpisach jest o nim jakaś wzmianka. Mane jest jedynie (a może - aż!) moją inspiracją, jego legenda swego czasu tak mocna na mnie oddziaływała, że postanowiłem złożyć mu hołd grafiką na blogu. To tyle. A jeżeli szukasz czegoś o Garrinchy to polecam książkę Ruya Castro "Garrincha - Samotna gwiazda". Lepsza niż niejedna powieść.
Pozdrawiam
Gość: Garrincha, clk94.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/28 15:47:54
wiem,wiem czytałem już kilka late temu. Łącznie z 3 razy. Filmy i mecze 90 min są w cenie, ale trudni je znaleźć. Szczególnie mecze w dobrej jakości.Nio nic, i tak będe odiwedaał blog!;) Powodzenia i pozdrawiam
|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |